czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 1

    Obudziłam się o 8:27 w gorący sierpniowy poranek spoglądając na swój ,, pokój''. Usłyszałam, ze ktoś wchodzi po schodach i otwiera drzwi do pomieszczenia. W pokoju stała Ciocia Eliza pytając się mnie wesołym głosem.
  -  Cześć Sellu! Jak tam się spało ? - powiedziała z uśmiechem na twarzy siadając na moje łóżko.- Mam parę do Ciebie zadań, które dzisiaj wykonasz w domu, dobrze ? Czy może masz jakieś inne plany, no wiesz wyjście gdzieś z przyjaciółmi no wiesz sama o co mi chodzi.... - dodała Ciocia puszczając do mnie oczko.
-Ja i wypad z przyjaciółmi ? Przecież jak ja nie mam ciociu żadnych przyjaciół. Mój świat to stety książki.
- To może czas zacząć od przyjaciół, hym ? - ciocia się uśmiechnęła wstając z mojego łóżka.
-Nie sądzę ... - powiedziałam bardzo cicho.
-No dobrze, a teraz wstawaj Sellino, zjedz śniadanie i pomóż mi posprzątać dom. - powiedziała Eliza wychodząc z pokoju.
-Pędzę...-odpowiedziałam z ironią w głosie. Ubrałam się, uczesałam i poszłam wykonywać soje codzienne prace. Schodząc po schodach ujrzałam wysoka postać. W drzwiach stał bardzo stary mężczyzna. Wujek Max rozmawiał z nim.
- Przepraszam pana bardzo ale to na pewno jakaś pomyłka. - powiedział, i zamknął drzwi przed nosem tego człowieka.
-Kto to był ? - zapytałam.
-Nie interesuj się- warknął wujek.
-Jak się odzywasz do dziecka ?! - zawołała  z kuchni ciocia.
- Jak ?! Prawidłowo ! Wtyka nos w nie swoje sprawy! - krzyczał wujek. - Masz szczęście, że zgodziliśmy się ciebie zaadoptować gdyby nie my.... ach ! Szkoda slow! Ale ostrzegam ! Jeszcze parę takich wybryków a wylądujesz na zbity pysk! - warknął do mnie wujek.
-Max! Ogarnij  się ! Co ty wygadujesz ?! -podeszła do nas ciocia Eliza i złapała mnie za ramię i rzekła - Sellino, idź do swojego pokoju a ja muszę porozmawiać z wujkiem. Nie gniewaj się na niego. Przecież wiesz, że jest czasami nadpopudliwy.
     -Rozumiem.-Odpowiedziałam i uśmiechnęłam się przez zaciśnięte zęby i poszłam na górę. Oczywiście nie była bym sobą gdybym nie zatrzymała się  i pod słuchała o czym wujek i ciocia rozmawiają.
-Kto to był ? - zapytała ciocia gdy wujek już dochodził do normy.
-Jakiś dziwak. Przyszedł i zapytał czy tu nie mieszka Selinna. Wiec powiedziałem mu , że jest i dlaczego tu przyszedła on zaczął wygadywać jakieś durne śpiewki, że Selina jest czarodziejem. Ba, nawet najlepszym. I zapytał czy nie chce dołączyć do szkoły Hogwartu. I ja na to parsknełem śmiechem i powiedziałem., że to jakaś pomyłka i zamķnełem drzwi i wtedy przyszła ona.- powiedział wujek. I poszłam do swojego kładąc się na łóżko i myśląc o tym wydarzeniu które miało miejsce przed chwilą. Nie wiedziała co o tym ma myśleć . Jaki Hogwart? Jaki czarodziej? Nic nie czaje....Przecież na pewno to są jakieś bzdury, a zresztą co ja się tym przejmuje? A może .... e tam !

Po południu gdy Selina zmywa naczynia i pomaga cioci w porządkach domowych. 

      -Sluchaj, Sellu. - powiedziała ciocia.- Gdy skończysz pójdziesz z Lizą i Fredem i do parku by trochę się przewietrzyli, dobrze ? Bo oni cały czas siedzą w domu zamiast wyjść z domu na świerze powietrze, a nie ciągle przed tymi telewizorami siedzieć! - dodała.
    
-No dobrze, ciociu. - zgodziłam się, bo przecież niestety innego argumentu nie miałam, prawda ? Ale przynajmniej są tego jakieś plusy. Lis i Dred (tak ich czasami przezywam) wyganiają się na placu zabaw a ja usiądę na ławce i będę czytała książkę ,, Gwiazd naszych winna. '' ogólnie kupiłam ją bo to jest książka napisana przez mego ulubionego pisarza Johna Grena i nie mam za bardzo czasu aby ją przeczytać. I akurat teraz stał się taki moment który muszę wykorzystać, więc jak najszybciej się ubrałam i książkę spakowałam do torebki i poszłam z Lizą i Fredem do parku. Rodzeństwo szło takim krokiem jakby szli na ''przymus'', w końcu to racja ale..... oj już nie ważne. Gdy już doszliśmy do miejsca celowego powiedziałam.
- Słuchajcie, wy idźcie się huśtać na huśtawkach czy tam kręcić na karuzeli co chcecie, ale macie mi nie odchodzić za daleko, zrozumiano ?! - powiedziałam ostatnie słowo surowym głosem. - a jak będziemy wracać to jak chcecie to możemy pójść na lody jeżeli chcecie, co wy na to ? - dodałam wesołym głosem.
- Zgoda ! - powiedziały razem  Liza i Fred. Cieszyłam się tylko dlatego, że będę mogła chwilę wypocząć bo w domu na to czasu za bardzo nie mam.
- Tylko musicie na to zasłużyć! - powiedziałam. - No dobrze, a teraz zmykajcie ! - dodałam.Rodzeństwo pobiegło, a ja wygodnie usiadłam na ławce i zaczęłam czytać....
Około godziny później czułam na sobie jakiś wzrok. Człowieka, który cały czas patrzy na mnie. Podniosłam głowę do góry aby to sprawdzić i rozejrzałam się. Dwie ławki dalej siedział ten sam człowiek, który przyszedł do mego domu. Patrzył się na mnie i się uśmiechnął a ja odwzajemniłam uśmiech. Po chwili spoglądnęłam na Lizę i Freda. Szli w moją stronę wyraźnie zmęczeni. ,, To dobrze, nie będą w domu przychodzić i narzekać. " pomyślałam.
- I co, już idziemy ?.-  zapytałam.
- Taak.... chodźmy. - powiedzieli wyraźnie zmęczeni. Wstałam z ławki książkę schowałam to torby i odruchowo spojrzałam w tył czy też starzec który tam był patrzy się na mnie. Lecz nikogo tam nie było. Patrzyłam się jeszcze tam parę sekund i poszliśmy z Liza i Fredem do domu.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz